Browse By

Gdzie jest moje 1500 godzin? O mojej przygodzie z Call of Duty 4.

Wpisem tym zaczynam serię tekstów bardziej prywatnych,  przemyśleń na różne tematy związane tylko częściowo lub zupełnie nie związane z moją pracą. Dzisiaj będzie o grze która pochłonęła bardzo dużo mojego czasu i o tym co dzięki niej zyskałem, a co straciłem.

Miałem to szczęście że w okolicach premiery Call of Duty 4 dostałem nowy komputer, więc w pełni mogłem podziwiać robiącą w roku 2007 wrażenie grafikę. Rewolucyjny jak na tamte czasy tryb dla pojedynczego gracza pominę, napiszę tylko że ciągle w pamięci mam misję snajperską i moment kiedy leżymy w trawie, a zaraz obok nas przechodzi oddział wrogiego wojska.

Już wcześniej pomimo bardzo wolnego radiowego internetu (przepraszam wszystkich którym przeszkadzałem wtedy w rozgrywce strasznie lagując) zakochałem się w trybie multiplayer dzięki dość słabej grze Delta Force: Xtreme. Tym co mnie przyciągało do rozgrywki z innymi graczami była chyba dynamika i nieprzewidywalność – pomimo ciągłego rozgrywania tych samych map. Dążenie do bycia coraz lepszym, szybszym od innych, mniej przewidywalnym.

Następna przez chwilę była gra której nazwy nie mogę sobie przypomnieć – oferowała tylko tryb multiplayer i opierała się na mikropłatnościach. Ja jednak nigdy nic nie kupiłem, udawało mi się pokonywać innych tylko z podstawowymi brońmi.

Przyszedł czas na Call of Duty: Modern Warfare które pochłonęło mnie mnie bez reszty na dobre 5 lat – tak, dokładnie. Po nim nie było już nic 😉 Następne części serii nie były warte kupna. Wracając do meritum czyli trybu dla wielu graczy. CoD miał to coś, świetne mapy, zróżnicowane, ale jednocześnie bardzo zbalansowane wyposażenie, każda broń czy dodatek miała swoje mocne i słabe strony. Zaczynając grać kompletnie nie radzimy sobie z Ak47, na początku M16 sprawdza się doskonale, dostajemy M4, dodajemy tłumik – stajemy się cichym ninja, ale lepiej w tej roli sprawdzało się MP5 z tłumikiem i perkiem wyciszającym kroki. Mógłbym tak pisać godzinami.

Mapy – mapy to temat na osobny wpis, były lepsze i gorsze, do tej pory moją ulubioną pozostaje Crossfire:

Crossfire - map - COD4 MW

Oferowała on wszystko co możemy sobie wymarzyć (o ile nie jesteśmy miłośnikiem BF) długą prostą z budynkiem i ruinami po przeciwnych stronach – wchodzimy na środek = giniemy od strzału snajpera. Przy ulicy z lewej i prawej strony mieszczą się inne budynki, które możemy wykorzystać w celu przedostania się do miejsca respawnu wroga. Przygotowując wpis zastanawiałem się co tak na prawdę decydowało o „grywalności” tej mapy, założyłem że ograniczała ona bardzo możliwość tak popularnego i nie lubianego w rozgrywkach multiplayer kampienia. Na mapie nie występują „martwe punkty”, będąc w których jesteśmy w stanie kierować ogień na duży obszar, a sami pozostawać poza ostrzałem. Gwarantował to taki układ mapy, że praktycznie z każdego punktu jesteśmy widoczni z innych przynajmniej 3 miejsc i możliwość przestrzeliwania ścian. Kiedyś to sprawdzę bezpośrednio w grze, ale podejrzewam, że pamiętam ją tak dobrze że jeśli dostałbym edytor z gotowymi elementami potrafił bym w ciągu paru chwil odtworzyć mapę.

Przejdźmy do następnego punktu – rozgrywki. Jak wcześniej wspomniałem bardzo ważną cechą jest dla mnie dynamiczność, dzięki opcji „Hardcore” CoD spełniał moje wymagania w 150%. Tryb ten sprawiał, że praktycznie każda broń zabijała po jednym czy dwóch trafieniach. Ograniczał niepotrzebny interfejs i włączał możliwość zabijania kolegów z drużyny. Dodatkowo minimapa pokazująca wrogich graczy była dostępna jako nagroda dla drużyny za zabójstwo trzech wrogów. Kolejną opcją dostępną na niektórych serwerach był „kill-cam” po śmierci mogliśmy obejrzeć oczami zabójcy moment naszej śmierci, co pozwalało wyeliminować cheaterów i rozpoznać styl gry przeciwnika

Co dało mi granie w Call of Duty4: Modern Warfare?
Pomijając naukowo nie potwierdzone – wzrost refleksu, gdzieś też słyszałem, że gracze są lepszymi kierowcami i z przemyśleń wynika, że może poprawiła się moja pamięć chwil0wa. Na pewno zawarłem parę ciekawych znajomości, nawet jeśli głównie polegały one na wspólnym graniu (bardzo tutaj pomaga TeamSpeak). Tryb Multiplayer uznaję do dzisiaj za najlepszy ever – może kiedyś porównam go z Battlefield który zupełnie mi nie podszedł i zanudził oraz z Counter Strikiem: Global Offensive w którego gram od jakiegoś czasu.

Na co można poświęcić 1500h?
1. Praca – licząc po niskiej stawce pracy fizycznej: 1500h x 8zł = 12 000zł
2. Turbo Tłumaczenia były by w stanie w tym czasie przetłumaczyć nawet 1 350 000 znaków – zakładając że tłumaczą 1800 znaków przez 2 godziny – są na prawdę szybcy.
3. Więcej się uczyć, rozwijać inne hobby, czytać.
4. Grać w tryb dla pojedynczego gracza w nowych grach – zupełnie mnie to nie pociąga.

Podsumowując – myślałem, że nigdy nie sprawdzę ile tak naprawdę czasu spędziłem grając w Call o Duty 4, a 1500h podałem ponieważ była to ilość czasu wykorzystywana jako próg bycia dobrym/doświadczonym graczem – o poziomie graczy napiszę innym razem. Okazuje się jednak że www.gametracker.com z którego często korzystałem do wyszukiwania serwerów zliczał godziny spędzone w grze: 809.78 h, dodając do tego godziny przegrane bez użycia gametrackera, a xfire czy wyszukiwarki serwerów wbudowanej w grę – myślę, że uzbierał bym 1500h 🙂